Godzina 22:48, za oknem szaleje wichura z deszczem, na wyciągnięcie lewej dłoni stoi kubek z parującą herbatą, zza ściany słychać kolejny odcinek "Hannibala", a ja z obolałymi plecami zabieram się za pisanie tak zwanego "wpisu przedstawiającego".
Który to już blog i taki pierwszy wpis? Chyba przyszło mi stracić rachubę przy piątym. Taki już urok osobisty człowieka ze słomianym zapałem. Był pamiętnik, była kolekcja wierszy, opowiadania, fikcja fanowska. I teraz tylko wiszą sobie w wirtualnej przestrzeni, jak jakaś reklamówka zaplątana w koronie drzewa, bo nie mam już do tych starych blogów dostępu, żeby je usunąć, wymazać z pamięci. Wstyd mi trochę, że one wciąż istnieją i przypominają o porażkach i głupotach popełnianych w okresie dojrzewania, ale o tyle dobrze, że na każdym nazwa autora jest inna i raczej nikt ich ze mną w obecnych czasach nie skojarzy.
Każdy z wpisów robiących za introdukcję autora na moich poprzednich blogach opisywał praktycznie kogoś innego. Zawsze pojawiały się zmienione zainteresowania, nowy pseudonim, nowi ulubieni wykonawcy muzyczni, filmy czy książki. Teraz mnie to śmieszy, bo ewidentnie widać w tym moje nieudolne próby przypodobania się ludziom, jakimi dane mi było otaczać się w konkretnym okresie życia. A przecież doskonale wiadomo, że najlepiej jest być po prostu sobą, nawet jeśli uważamy się za osobę nieciekawą, zwyczajną. Teraz to wiem, lepiej późno niż wcale.
Daruję sobie przedstawienie w stylu "mam na imię Jan Kowalski, mam lat 2X, interesuję się tym i tamtym". Wydaje mi się, że tego typu drobiazgi mimochodem wyjdą na jaw
w kolejnych wpisach, więc nie widzę sensu w robieniu tego teraz. A o czym będą kolejne wpisy? A nie wiem. Nie chcę się ograniczać, wymuszać na sobie szablonu. Nie chcę prowadzić bloga związanego tylko z konkretnym tematem, wątpię też, że będzie to tylko
i wyłącznie mdły pamiętnik.
Od napisania tytułu wpisu kołacze mi się po głowie jedno pytanie: czy ktoś jeszcze czyta blogi? Takie, które nie są złożone z samych przepisów lub zdjęć kolejnych stylizacji szafiarek? Temu, że ludzie czytają to nie przeczę, bo co rusz to widzę osoby z książkami czy czytnikami w dłoniach (bardzo mnie to cieszy), ale jeśli rozmawiamy o internecie to nikt mi chyba nie powie, że wcale nie wykształciła się kultura obrazkowa. Ważne są zdjęcia, obrazki, gify, krótkie filmiki. Ktoś napisze tekst dłuższy niż trzy linijki i już wysyp komentarzy "tl;dr" bądź zostanie kompletnie zignorowany. Prędzej do głosu w sieci dojdzie vlogger,
a i tutaj nie jest łatwo o zdobycie publiczności.
Jak to się potocznie mawia, "pożyjemy, zobaczymy". Nie mam parcia na szkło, nie dążę do posiadania rzeszy fanów, ale nie ukrywam, że prowadząc tego bloga bardzo miło byłoby mi spotkać chociaż kilka osób, z którymi można podyskutować, wymienić się poglądami
i opiniami. Jestem dobrej myśli i korzystając z okresu wakacyjnego na pewno przez jakąś chwilę pociągnę moją przygodę z blogosferą.